Penne po marynarsku a’la Robert Makłowicz

Lubię wszystko, co wyrzuca morze. Ryby, owoce morza, wodorosty, skorupiaki. Penne po marynarsku brzmiało dla mnie obiecująco – anchois to prawdziwy przysmak, kapary mogę jeść łyżkami, a rurka to mój ulubiony kształt makaronowego dania. Jak wyszło? Potrawa jest smaczna, choć liczyłam na więcej.

Moje uwagi: pomimo, iż w spisie składników wyraźnie widnieje hasło: sól,  absolutnie nie dodawajcie jej. Filety anchois są same w sobie słone, kapary również. Naprawdę soli wystarczy nawet dla tych, którzy solą w dwójnasób. To było primo, teraz secundo: nie róbcie tego dania, gdy chcecie oczarować gości pięknem zewnętrznym uczty. Mówi się, że jemy również oczami i jest to jedno z mądrzejszych porzekadeł dotyczących sztuki kulinarnej. Ta potrawa do pięknych nie należy i nie uratujecie ją żadną tam malowniczą warstewką drobno startego parmezanu, bo zwyczajnie tutaj nie pasuje. Wreszcie tertio: rozmaryn z anchois to połączenie dość osobliwe. Nie powiem, że nieudane, bo gdzie mi tam do mistrza Makłowicza, ale nie jestem doń przekonana.

Słowem – interesujące, ale jeśli pragniecie murowanego sukcesu w gronie głodnych znajomych, sięgnijcie po coś innego. A może macie zupełnie odmienne zdanie? 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s