Tagliatelle z pieczonym indykiem

W ostatnich Wysokich Obcasach, znana restauratorka, Agnieszka Kręglicka, w jednym z wielu swych niezwykle ciekawych felietonów kulinarnych, zachęca do pewnego tricku kucharskiego, który może okazać się zbawiennym dla zabieganych ludzi XXI wieku. Podoba mi się bardzo kompromis, jaki postuluje pani Agnieszka – twierdzi, że gotowanie jest nieodzowne, ważne, dobre, przyjemne i pożyteczne, ale należy sobie tę sztukę ułatwiać, jak tylko można.  Trick, o którym wspomniałam polega na tworzenia tak zwanej bazy, z której można korzystać następnie przez cały tydzień, a przynajmniej jego znaczną część. Felieton nosi znamienny tytuł „Kura z niedzieli” i traktuje o niekończącej się mnogości pomysłów na zapas mięsa, który w nadmiarze przygotowało się w weekend.
I ja tak właśnie zrobiłam. Kilka dni temu, robiąc zakupy, zauważyłam za ladą stoiska mięsnego niezwykłej urody biust indyczy. Widać było jak na dłoni, że był to kawał bardzo świeżego, doskonałego mięsa, a ja takiemu mięsu nie potrafię odmówić.
W poniedziałek wieczorem upiekłam indycze piersi w piekarniku, uprzednio nacierając je solą, świeżo zmielonym pieprzem, czosnkiem i niewielką ilością majeranku. We wtorek podałam indyka z podduszonymi ćwiartkami winnego jabłka i powidłami śliwkowymi, w środę zrobiłam ziemniaczano-mięsną zapiekankę z porem i pod beszamelową kołderką.
Dziś zapragnęłam dania makaronowego, a że wróciłam do domu później niż zwykle, moja chęć doskonale współgrała z zaistniałą w domu sytuacją – wszyscy głodni, mało czasu, zróbmy coś szybkiego.
Składniki:
– pół opakowania makaronu tagliatelle od Czanieckich Makaronów
– połowa małego kubka kwaśnej śmietany 12%
– ok.10 dkg niebieskiego sera pleśniowego typu Rokpol
– pieczony lub grillowany indyk (tyle, ile uważacie za stosowne)
– kilkanaście pomidorków koktajlowych/daktylowych
– ćwierć pęczka natki pietruszki
– czarny, zmielony pieprz

Do osolonego lekko wrzątku wrzucam makaron. Gdy zagotuje się, odcedzam i przerzucam na patelnię, którą podgrzewam na niewielkim ogniu. Kruszę niebieski ser, wlewam śmietanę. Staram się obtoczyć makaron tworzącym się sosem, ale nie podsmażać. Pieprzę. Dodaję nieco posiekanej pietruszki. Gdy makaron jest gotowy, nakładam porcje na talerze. Kroję indyka na cienkie plasterki, a pomidorki na ćwiartki lub połówki i kładę na wierzch.
Danie niebywale szybkie, o ile tylko dysponuje się gotowym mięsem.
Agnieszka Kręglicka przybiłaby mi piątkę ;).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Makaronowe menu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Tagliatelle z pieczonym indykiem

  1. Pingback: Gnocchi z kurczakiem i brokułem zapiekane pod mozzarellą | makaronowozdrowo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s